Kliknij!

Popularne posty

Get this commentators widget

25 maja 2012

Candy,


czyli rozdanie na  http://beautyandmac.blogspot.com/2012/05/rozdanie.html , w którym biorę udział, nagrody przeswietne :)  


Rozdanie trwa do 25.06.
nagrody:
zestaw 1
Lancome Bi-Facil 30 ml
Lancome Tonique Douceur 50 ml
Lancome Galateis Douceur 50 ml
Estee Lauder Pure Color EyeShadow Palette
MUFE Aqua Cream 15
MUFE Aqua Eyes 2L - wersja mini
MAC Superslick Liquid Eye Liner w kolorze Desires & Devices
Illamasqua sztuczne rzęsy No. 02
zestaw 2
MAC Fix+ 30 ml
Lancome Tonique Douceur 50 ml
Lancome Galateis Douceur 50 ml
Guerlain tester Violette Du Soir 461
MUFE Aqua Cream 01
MUFE Aqua Eyes 0L - wersja mini
MAC Superslick Liquid Eye Liner w kolorze Treat Me Nice
Illamasqua sztuczne rzęsy No. 02
zestaw 3
pędzel 187 z zestawu pędzli z kolekcji Glitter & Ice - użyty 2 razy w ramach testów 
róż mineralny Two Virtues z kolekcji Too Fabulous - użyty kilka razy
pomadka Beigeland z kolekcji Spring Colour Forecast - zeswatchowana 2-3 razy
lip pencil w kolorze Subculture - zeswatchowany
 impeccable brow pencil w kolorze Blonde - użyta 2 razy.

24 maja 2012

The Balm po raz kolejny.




Kolejny produkt z cieszącej się coraz większą popularnością, przynajmniej wśród bloggerek, firmy The Balm. 


Kilka słów o firmie: 

"Nie możesz znaleźć kosmetyków idealnych dla Twojej cery? Stwórz je sama! Tak przynajmniej zrobiła założycielka theBalmMarissa Shipman. Zamówiła przez Amazona 11 podręczników opisujących wyrób kosmetyków i przemieniła własną kuchnię w laboratorium. Zaczęła od wykonania klasycznego, tradycyjnego balsamu (po angielsku "balm" - stąd nazwa firmy), a potem... rozpisała budżet, zleciła zaprojektowanie strony internetowej i zatrudniła chemiczkę. Teraz jej kosmetyki są sprzedawane przez wielkie sieci perfumeryjne, a klientki chwalą je za doskonałą jakość i uroczy designShipman stawia na opakowania w stylupin up girls. Na puzderkach cieni do powiek widnieją retro piękności, a na opakowaniach konturówek - ilustracje z książek dla nastolatków z lat 50. Dopełnieniem stylizacji vintage są przewrotne nazwy - szminki "Czytaj mi z ust" ("Read my lips"), róż "Spokojnie chłopcze" ("Down boy"), czy żelowy błyszczyk "Królowa balu" ("Prom Queen"), by wymienić niektóre.Dla Shipman projekt opakowania i intrygujące tytuły są prawie tak samo ważne, jak wysoka jakość kosmetyków. - Szykowne nazwy, jakie nadajemy naszym produktom odzwierciedlają osobowość theBalm. To mieszanka seksowności i powagi, mądrości i zabawy, romantyczności i buntowniczości - tłumaczy Marissa."*


Dziś na tapecie Down Boy:


Opis: Róż w odcieniu naturalnego różu z domieszką wrzosu. Nie zawiera drobinek, daje matowy efekt, który można stopniować od bardzo naturalnego po mocno zaróżowione policzki. 


Skład: Skład: Mica, Boron Nitride, Polyethylene, Ptfe, Isoeicosane, Silica, Caprylic/Capric Triglyceride, Polyisobutene, Dimethicone, Titanium Dioxide (CI 77891), Bismuth Oxychloride (CI 77163), Carmine (CI 75470), Iron Oxides (CI 77492).


Cena:  54zł / 9,9g



Jest to drugi mój róż z tej firmy, pierwszy to Cabana Boy, o którym pisałam TU,  i  jestem w nim zakochana.

Opakowanie zdobi urzekająca grafika przedstawiająca kobietę wystylizowaną na pin-up otoczoną eleganckimi mężczyznami, wszystko jest utrzymane w stylu retro. Jakość opakowania jest bardzo dobra, w środku znajduje się lusterko. Zastanawia mnie fakt, iż Down Boy ma większą pojemność niż Cabana Boy. Ten pierwszy ma 9,9 gr, drugi 8,5 gr, jednak nie widać między nimi żadnej różnicy w pojemności.

Kolor produktu to delikatny róż, który rzeczywiście zawiera wrzosowe tony, idealny dla bladziochów, choć sprawdzi się też zapewne na osobach o średniej karnacji. Jest matowy, niesamowicie napigmentowany, jego kolor można stopniować. Nie pyli się, nie tworzy plam na policzkach. Na twarzy utrzymuje się długie godziny. Spełnia wszystkie wymagania, jakie stawiam tego typu produktom, z czystym sumieniem mogę go polecić każdej z was.







Tu macie porównanie obu róży. 





*tekst pochodzi ze strony: http://www.ototrend.pl/uroda/kosmetyki/kosmetyki-w-stylu-retro-thebalm-2


Macie już coś z The Balm? Jak wrażenia?


Pozdrawiam :)




23 maja 2012

Do dna oraz zapowiedź niespodzianki :)



Witajcie :) Przepraszam, że tak ostatnio znikałam, ale same rozumiecie, życie. Mam nadzieję, że teraz już będzie mnie tu więcej. 

Dziś denko, jak na mnie całkiem spore, część rzeczy kupię ponownie, niektóre to buble i wyrzutki. 



  • Be Beauty, peeling do stóp- któreś już opakowanie z kolei, wspominałam o nim TU.
  • Be Beauty, peeling do ciała mango- zapach bardzo sztuczny, nie przypadł mi go gustu. Konsystencją przypomina kisiel. Niewiele drobinek peelingujących, nie jest to mocny ścierak. Kiepski, nie polecam  fanom tarcia.  
  • Bielenda, fitness line, peeling cukrowy- recenzja na dniach. 
  • Clinique, miniaturka, step 2- mam w zapasie kolejne buteleczki. Na zimniejsze dni się dla mnie nie nadaje, ponieważ delikatnie przesusza moją skórę, natomiast na upały niezastąpiony. Oczyszcza, odświeża. Na lato kupię pełne opakowanie, używam razem z innymi stepami.
  • Delia, baza pod makijaż wygładzająco- rozświetlająca, moje trzecie opakowanie. Bardzo przyjemna w użyciu, daje niezły poślizg, podkład bez problemu się po niej rozprowadza. Optycznie wygładza cerę. Ma konsystencję lekkiego kremu, tania. Nie przedłuża spektakularnie trwałości makijażu, także na większe wyjścia się nie sprawdzi. 
  • Farmona, tutti frutti- olejek do kąpieli, wspominałam o nim TU.
  • Farmona, szampon pokrzywowy- wcale nie taki naturalny, jak na etykiecie zapewnia producent. Fajny, ziołowy zapach, nie przysłużył się, ani nie zaszkodził moim włosom. Mimo, iż dedykowany włosom przetłuszczającym się, nie przedłużał świeżości czupryny. Nic specjalnego.
  • Hean, korektor pod oczy- napisy starły się błyskawicznie, co mnie wkurzyło, nakrętka pękła niemal od razu, czyli na wejście minus za lipne opakowanie. Zawartość również nie porażała jakością. Odcień bardzo jasny, korektor wchodził w zmarszczki pod oczami, wysuszał te okolice, nie krył. Dla mnie bubel. 
  • Joanna, reflex blond, nic teraz nie napiszę, szykuję recenzję, gdyż kupiłam już kolejne opakowanie.
  • Joanna, peeling myjący, grejpfrut- znany już chyba wszystkim, taniuśki, bardzo przyjemnie pachnący w każdej wersji zapachowej. Dobrze ściera, delikatnie wysusza skórę. Za taką cenę nie mam zamiaru wybrzydzać, być może kupię ponownie, lubię testować różne zapachy z tej serii. 
  • Johnson's baby oliwka, wersja z aloesem- świetna po kąpieli, wmasowana w wilgotną jeszcze skórę, faktycznie zatrzymuje wilgoć. Ciało jest niesamowicie miękkie w dotyku i delikatne. Dobra do masażu i opalania. Kupię ponownie, jak wykończę oliwkę z Synesis. 
  •  MAC, Matchmaster 1.5. Maleńka próbeczka, która starczyła mi na 4 użycia, kolor idealnie dla mnie dobrany. Muszę powiedzieć, że podbił moje serce i zastanawiam się, czy zaszaleć i zakupić całe opakowanie. Mam pro longwear, ale średnio się dogadujemy i myślę, że jego brat to może być to. Świetnie kryje, świetnie się rozprowadza dając naturalny efekt. Zakochałam się w nim na tyle na ile można się zakochać w próbce.
  • Master colors paris, eye liner- piękne, elegancie opakowanie i przyjemna zawartość. Bardzo wygodny aplikator w postaci flamastra i smolista czerń za jednym pociągnięciem. Gdyby nie bardzo kiepska dostępność kupiłabym jeszcze raz. 
  • Missha perfect cover, krem B.B.. Czytając wasze opinie o nim nie wierzyłam, że istnieje coś tak wspaniałego,ale kiedy sama dorwałam ten skarb, faktycznie, potwierdzam, to jest cudo! Idealnie wtapia się w skórę, delikatnie kryje, nawilża itd. Miałam kolor 23, następny już do mnie leci, tym razem 21, bo źle mi się trochę kliknęło, ale zobaczymy :D Polecam każdemu.
  • Original Source, żel: czekolada i mięta, limonka, eukaliptus i bazylia, pisałam o nich TU i TU.
  • Taft, lakier do włosów, wersja czarna, mega strong- używam na spółę z TŻem. Nie skleja, łatwo się wyczesuje, nieźle utrwala. Nawet mocno nie śmierdzi, niczego więcej nie wymagam. 
  • Wyrzutki tuszowe, czyli maskary jeszcze niewykończone, poza essence i jednym max factorem, ale zgęstniałe, czas ich świetności zdecydowanie minął, więc papa.  
  Manhattan, maximum volume, wodoodporny- jedyny mój tusz, który nie był czarny. Piękny brąz zdobił jednak moje oko najwyżej kilka razy, gdyż zakupiłam go na allegro i chyba dostałam jakiś zleżały egzemplarz, strasznie gęsty, niesamowicie sklejał rzęsy.

  Essence, multi action- słynne dziecko popularnej marki, której większość tuszy jest średnio udana, a jednak ta perełka podbiła moje serce i nie tylko moje. U mnie daje efekt podobny do miłego colossala, a jest od niego tańszy. Na pewno kupię ponownie.

  Rimmel, lash accelerator- pisałam o nim TU. Od baaardzo dawna z niego nie korzystam, czas się pożegnać. Na zawsze. 

  Max factor, 2000 calorie oraz masterpiece max- oba bardzo fajne. Bardziej spodobał mi się masterpiece max i do niego pewnie wrócę. Fajna szczoteczka, fajny, trwały efekt. Jestem na tak. 2000 calorie również dobra, ale są lepsze. 



Ale się napisałam :D Nazbierało mi się tych maskar i innych pierdół, muszę robić częściej takie czystki w kosmetyczce :)

Jak tam wasze denko? Miałyście któryś z tych produktów?



Poza tym serdecznie chciałam podziękować wam, że jesteście i czytacie mojego bloga :) Właśnie stuknęło mi 400 obserwatorów. Nie spodziewałam się, że ktoś będzie chciał czytać moją pisaninę. 




W związku z tym i z niedawnymi urodzinami bloga ogłaszam, że w jeszcze w tym tygodniu lub na początku następnego odbędzie się rozdanie :)



Pozdrawiam i ściskam. O.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...